WKŁAD POLAKÓW DO POZNANIA AFRYKI

Jak wynika z powyższego krótkiego przeglądu wkład Polaków do poznania Afryki, jakkolwiek ze względów językowych mało światu znany, jest poważny. Dla tego celu nie wahali się narażać na niebezpieczeństwa, trudy, choroby, płacąc w niektórych wypadkach za jego realiza­cję najwyższą cenę — cenę życia. Wśród rozrzuconych licznie po kontynencie grobów badaczy są i groby polskie (Tomczeka, braci Stebleckich). Podróże i badania polskie w tej części świata mają też odległą, sięgającą XVI w. tradycję. Jednocześnie godny podziwu jest ich zasięg, obejmujący niemal cały kontynent. Trudno znaleźć jaki­kolwiek region Afryki, którego nie przemierzyłaby stopa podróżnika i uczonego polskiego.

CENA ZA ZREALIZOWANIE PRAGNIEŃ

Jednakże cena, jaką zapłacił Conrad za zrealizowanie tych pragnień była wysoka. Zabójczy dla Europejczyka klimat Konga zrujnował mu zdrowie do tego stopnia, że niedługo potem, w 1894 r., Conrad zmuszony był opuścić służbę na morzu na zawsze. W konsekwencji świat stracił doskonałego żeglarza, zyskał natomiast pisarza. Tak więc pod każdym względem podróż Conrada do Konga była ważna i pamiętna.Tą. samą trasą w górę Konga płynął w następnym roku w czasie swych wypraw do Afryki Równikowej drugi Polak w służbie obcej, znakomity agronom, botanik i po­dróżnik, późniejszy profesor w Państwowym Instytucie Nauk. Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach, Jan Dybow­ski (1855—18 XII 1928). Położył on duże zasługi w za­gospodarowaniu pustynnych obszarów Sahary, gdzie propagował budowę studni artezyjskich, zakładanie sztucz­nych oaz i w ogóle prowadzenie na szeroką skalę prac nawadniających.

WNIKLIWA ANALIZA PRZYPUSZCZALNOŚCI

Przyczyni się to może do jeszcze wnikliwszej analizy przypuszczalnego dorobku Żagiella i wyciągnięcia ostatecznych wniosków, gdyż S. Chojnacki przyznaje, że wobec braku „dodatkowych materiałów” operuje tylko domysłami. Te dodatkowe ma­teriały drogą kwerendy można by przede wszystkim uzy­skać z „wielu akademii” zagranicznych i „uczonych towa­rzystw”, których członkiem mieni się Żagiell. Te badania mogą się wydać potrzebne tym historykom, którzy pragną oddać pełną sprawiedliwość Żagiellowi, zdarzały się już bowiem w historii geografii fakty nego­wania czyichś osiągnięć, które po latach, po dokładniej­szym sprawdzeniu okazały się prawdziwe.W książce Żagiella uderzają jednak przede wszystkim zgoła niepraw­dopodobne w czasie i przestrzeni odległości. Tak więc na przykład odległość od stolicy królestwa Szoa — Ankober, do miejscowości Bonga nad rzeką Godżeb — w linii po­wietrznej ok. 450 km — wyprawa, w której brała udział eskorta wojskowa z artylerią, pomimo wysokich gór i in­nych przeszkód terenowych, jak na przykład rzeki, miała przebyć w jeden dzień. 

WYCIECZKA Z KAPSZTADU

Na wycieczkę tę udał się z Kapsztadu statkiem „Basuto” do zatoki Mossel, skąd założywszy bazę na południowym stoku wyżej wymienio­nych gór, w mieście George — rozpoczął szczegółowe ba­dania tego regionu aż po miasto i jezioro Knysna. Następ­nie, wróciwszy do Kapsztadu, rozpoczął właściwą eksplo­rację kraju, udając się na północ i z kolei na wschód. W tym czasie poznał Kraj Przylądkowy, od doliny rzeki Buffels na zachodzie po miasto Kimberley na wscho­dzie. Zwiedził góry Roggeveld, płaskowyż Karru, dotarł do rzeki Oranje. W Kimberley zatrzymał się dwa tygod­nie, by się zapoznać z techniką wydobywania diamentów. 

KORZYSTNE PLONY ŻONY ROGOZIŃSKIEGO

Z pobytu na Fernando Po korzystniejsze plony wy­niosła żona Rogozińskiego. Pobyt ten stał się dla niej początkiem jej właściwej kariery literackiej i popularności. Napisała kilka powieści i nowel na tle afrykańskim, mię­dzy innymi i wznowione po ostatniej wojnie nowele Z da­lekich lądów. Z mężem miała okazję odbywać wycieczki do sąsiednich krajów, jak na przykład do pobliskiej Nige­rii oraz na wyspę N’Gande w pobliżu Rio Muni, do bawią­cego tam wtedy Janikowskiego. Wreszcie, jako pierwsza kobieta, dokonała z mężem wejścia na najwyższy szczyt Fernando Po, Santa Isabel (3008 m), o czym opublikowała w 1892 r. sprawozdanie pt. Une accession au pic S-ta Isabel, Fernando Po w wydawnictwie francuskiego Towarzy­stwa Geograficznego w Paryżu.

Z POWROTEM W KAMERUNIE

Na początku grudnia Rogoziński musiał już być z po­wrotem w Kamerunie, gdyż 8 tego miesiąca razem z Jani­kowskim i niemieckim podróżnikiem H. Zollerem zorga­nizował wyprawę na najwyższy szczyt Kamerunu, czynny wulkan Mongo-ma-Lobah (4070 m), uwieńczoną wejściem na tę górę 12 grudnia 1884 r. Nie było to jednak, jak podają niektóre źródła, trzecie wejście na tę górę, gdyż przed tym jeszcze zdobyły ją co najmniej trzy wyprawy: w latach 1861—62 podróżnik angielski R. F. Burton i bo­tanik niemiecki G. Mann, w 1877 r. Anglik T. J. Comber i w 1879 r. niemiecki podróżnik R. Flegel  z angielskim przyrodnikiem J. Kirkiem. Pierwsza z tych wypraw spo­rządziła mapę tego wulkanu, nie najwcześniejszą zresztą, tak że sporządzona przez Rogozińskiego mapa, wysłana przezeń do Londynu do Royal Geographical Society, także nie była najwcześniejszą mapą tego regionu. 

Zwiedzamy nasz wspaniały kraj

W celach turystycznych najlepiej podróżuje się po własnej ojczyźnie. Polacy, jeżeli chodzi o walory turystyczne własnego kraju nie mają, co narzekać. Mamy wszystko, co potrzeba góry, morze oraz jeziora. Nie brakuje nam też żadnej z czterech pór roku, jakimi dysponuje kalendarz. Mamy jeszcze nawet jedną dodatkową, czyli przedwiośnie. Zwiedzanie Polski to wspaniała przygoda, której nie można porównać z niczym innym. Żadne ciepłe kraje nie dadzą nam tego, co podróże po naszej ojczyźnie. Tutaj z każdym możemy porozmawiać nie ma bariery językowej. Także możemy spotkać wielu przyjaciół często na całe życie. Więc nad czy się zastanawiać pakujmy plecak i w Polskę na wczasy. Takich atrakcji nigdzie indziej nie ma. Piękno naszego krajobrazu podziwiało wielu światowej sławy artystów. Jeżeli już ktoś do nas przyjechał w celach turystycznych zakochał się w naszym kraju i wraca tu, co rok. Więc jeżeli inne kraje doceniają nasze walory turystyczne my też powinniśmy. Pisał już o tym jedne z naszych sławnych poetów.

Przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że jeżeli nie odpoczniemy zaczniemy gorzej pracować

Jeżeli ludzie pracują po dwanaście godzin, rzeczą oczywistą jest, że należy im się wypoczynek. Ludzie przede wszystkim powinni pamiętać o tym, że choćby nie wiem jak wyczerpująca była praca trzeba zapewnić sobie wypoczynek i to na tyle długi, żeby organizm mógł w pełni naładować swoje akumulatory. W dzisiejszym świecie trzeba pamiętać o tym, że choćby nie wiem co wakacje są obowiązkowe dla każdego. Jeżeli człowiek pracuje zbyt długo i zbyt ciężko bez wakacji bardzo szybko się wyczerpie i jego praca stanie się o wiele mniej efektywna, dlatego też należy stale monitorować swoje samopoczucie i pamiętać o pełnym wykorzystaniu swojego urlopu. W dzisiejszych czasach ludzie zdecydowanie powinni pamiętać o tym, że podróże też kształcą i mimo, że wakacje mają służyć odpoczynkowi to poprzez poznawanie nowych miejsc człowiek także się bardzo dużo uczy. Naprawdę wystarczy kilka noclegów w hotelu w innym mieście, żeby poczuć się jak nowonarodzony. Turystyka jest doskonałym lekarstwem na wyczerpanie fizyczne i psychiczne dlatego nie należy o niej zapominać i jej bagatelizować.

Postaw na wcześniejszą rezerwację noclegów

Bez względu na to, w jakim regionie naszego kraju chcesz zorganizować wakacje, to na pewno musisz wiedzieć, że bardzo ważna jest przede wszystkim wcześniejsza rezerwacja noclegów, dzięki którym będziesz mógł być o wiele spokojniejszym po przyjeździe do danego regionu. Oczywiście jeśli zdecydujesz się na wakacje nad morzem, wówczas możesz poszukiwać noclegów przede wszystkim za pośrednictwem sieci. Dzisiaj w sieci znajdziesz bowiem strony oraz portale z adresami poszczególnych ośrodków rekreacyjno – wypoczynkowych, znajdziesz tam również adresy pensjonatów oraz gospodarstw agroturystycznych, w których także możesz zdecydować się na nocleg. Co więcej, możesz również oczywiście zdecydować się na wakacje w górach, w Tatrach, Karkonoszach bądź w Beskidach, ale wówczas również warto jest pamiętać o wcześniejszej rezerwacji noclegów, zwłaszcza jeśli chcesz zorganizować podróż do jednego z kurortów górskich w samym środku letniego bądź zimowego sezonu turystycznego. Wówczas dobrze zarezerwować nocleg.

Na czym polega skuteczna turystyka?

Wiele biur podróży powinno pochylić się nad problemem skutecznej turystyki. Na czym w zasadzie polega jej sekret i co koniecznie trzeba wiedzieć, aby zapewnić ludziom właściwe warunki wyjazdu. Mało się mówi o szczegółach organizacyjnych, ale jak to mówią mądrzy ludzie diabeł tkwi właśnie w nich. W artykule zajmiemy się problemem skutecznej turystyki. Polega ona w gruncie rzeczy na tym, aby po wyjeździe klienta zbadać jego zadowolenie oraz ogólną efektywność. Chodzi o to, aby biuro podróży podchodziło w pełni profesjonalnie do swojej pracy. Nie zawsze tak jest, ponieważ mimo tego, że oferty są całkiem wartościowe to prawdę mówiąc nie ocenia się ich pod żadnym innym kątem, niż tylko cena oraz ilość klientów zainteresowanych. Naukowe podejście nakazuje, aby biura podróży bardziej dbały o wychwytywanie najnowszych trendów związanych z wyjazdami. To sprawi, że zyski będą mogły być ukierunkowane w określone obszary. Do tego klienci będą bardziej zainteresowani ofertą z tego powodu, że otrzymają pełen zestaw informacji o wyjeździe z uwzględnieniem samopoczucia poprzedników. Myślimy, że warto zainteresować się tematem skuteczności turystyki i właściwego podejścia do organizacji wyjazdu.

JEDYNY OPUBLIKOWANY PLON PISARSKI WYPRAWY

Z powodu nawrotu choroby, w 1893 r. podróżnik wrócił już na stałe do Europy. Bracia Stebleccy zaś zmarli obaj na febrę wkrótce po tym w 1896 r. w Blantyre. Przywiezionę przez Pisulińskiego notatki przyrodnicze i etnogra­ficzne zaginęły w czasie pierwszej wojny światowej. Opublikowana w 1927 r. we Lwowie i Warszawie nie­wielka książeczka dla młodzieży Szlakiem słonia afrykań­skiego oraz cykl artykułów wspomnieniowych w „Łowcu Polskim”  stanowią jedyny opublikowany plon pisarski tej wyprawy. W rękopisie, którego los jest nieznany, zostawił nadto pracę pt. Druga wyprawa nad górną Szirę.  W czasie około dziesięcioletniego pobytu Pisulińskiego w Afryce, a w wypadku Stebleckich trzynastoletniego, podróżnicy polscy poznali dobrze tereny dzisiejszych re­publik Malawi i Zambii, a także Mozambiku (w tym ostatnim okręgi Sofala, Manica i Zambśzia). Mieli też na pewno nieraz okazję iść dosłownie tropami Livingstone’a, którego przykład natchnął ich do podjęcia tej podróży.

WKŁAD DO WIEDZY GEOGRAFICZNEJ

Drugim konkretnym wkładem Conrada do wiedzy geograficznej, który wykracza poza granice literatury pięknej, jest jego dziennik, prowadzony w czasie podróży po Kongu (The Congo Diary). Został on opublikowany w wy­mienionym wyżej zbiorze ostatnich szkiców). Znaczenie jego jest tym większe, że Conrad nie prowadził poza tym w ogóle w życiu dziennika i że jest to jedyny przykład tego rodzaju jego twórczości.Dziennik ten, datowany w 1890 r., pisany jest ołów­kiem w dwóch notesach, przy czym charakterystyczne są  inicjały, które Conrad umieścił na początku dziennika,tj. „J. C. K.”. Ostatnią literą pisarz akcentował w tym czasie swoje polskie nazwisko. Pierwszy notes obejmuje 32 zapisane strony, drugi 79, uzupełnia je kilka szkico­wych map.

MAURYCY MANN W EGIPCIE

Z innych podróżników polskich po Egipcie drugiej po­łowy XIX w. warto wspomnieć, że  Maurycy Mann, autor dwutomowej Podróży na Wschód, na przełomie 1852 i 1853 r. podróżował w górę Nilu i dotarł do drugiej katarakty, a więc do granicy Sudanu.Tym samym szlakiem podróżował w 1861 r. wspomnia­ny przez Żagiella Michał Tyszkiewicz (1828—97), archeo- log-amator i zamiłowany kolekcjoner. W czasie tych podróży Tyszkiewicz przeprowadzał w kilku miejscach uwieńczone powodzeniem poszukiwania archeologiczne. Plony tych poszukiwań zasiliły jego zbiory archeologiczne, które musiały być znaczne, skoro W. Froehner poświęcił im specjalne studium pt. La collection Tyszkiewicz. Choix de monuments antiąues avec texte explicatif, wydane w Paryżu i Monachium w latach 1892 i 1897. Zawierało ono 46 stron tekstu oraz 48 tablic na kartonie.

WOJSKOWI W GRUPIE

Z tej grupy Aleksander Florian Józef Walewski (4 V 1810—27 X 1868), naturalny syn Napoleona, po upadku powstania listopadowego wyjechał z Polski, wstą­pił do francuskiej służby dyplomatycznej i w tym charak­terze bawił w latach trzydziestych w Egipcie. Podróżował też po Algerii. Zostawił niewielką broszurę pt. Un mot sur la ąuestion d’Afrique, wydaną w Paryżu w 1837 r.Ostatnim wreszcie wojskowym z tej grupy, który za­znaczył w pewnym stopniu swoją działalność na polu naukowym, był pułkownik August Szulc (Jussuf-Aga; 1798 — ok. 1860), długoletni szef służby inżynieryjnej armii egipskiej. Na polecenie wicekróla Egiptu spędził kilka miesięcy na poszukiwaniach geologicznych w Liba­nie, głównie pokładów węgla, po czym wrócił do Egiptu przywożąc zebrane przez siebie próbki. Za te prace został przez władze egipskie nagrodzony orderem.

RELACJA HENRYKA DEMBIŃSKIEGO

W rękopisie również pozostała Relacja z podróży mojej do Egiptu generała Henryka Dembińskiego (16 I 1791— —13 VI 1864), który w latach 1833—34 bawił w Egipcie współpracując w organizacji armii wicekróla Muhammada Alego. Treścią tej relacji są jednak głównie sprawy woj­skowe. W druku wypowiadał się również w niewielkiej pracy na temat Algerii (Reponse … a Varticle de M. Pages de VAriege sur l’occupation d’Alger, wydanej w Paryżu w latach trzydziestych XIX w.). Z działalności pozawoj- skowej Dembińskiego można odnotować, że przyczynił się wydatnie do wystawienia w Kairze pomnika Sułkowskie­go, że przywiózł do kraju pewną liczbę okazów etnogra­ficznych z Etiopii, Egiptu i Syrii, które ofiarował muzeum w Puławach, wreszcie że zostawił w rękopisie projekt przeprowadzenia kanału wodnego od Eufratu do Morza Śródziemnego.

BYLI UCZESTNICY POWSTANIA LISTOPADOWEGO

Następujących jednak podróżników, legitymujących się pewnym dorobkiem naukowym lub literackim, nie można w tym miejscu pominąć. Niektórzy z nich zresztą zasłu­gują na to, aby ich zaliczyć nawet do podróżników wybit­nych, jakkolwiek popularnością swoją nie dorównali podróżnikom wymienionym w pierwszej części rozdziału. Chronologicznie wypada zacząć od byłych uczestni­ków powstania listopadowego, z których znaczna liczba znalazła się już w latach trzydziestych w Egipcie i Algerii. Większego dorobku naukowego jednak podróżnicy ci nie zostawili. Pozostawione publikacje mają głównie cha­rakter pamiętników wojskowych rzuconych na tło afry­kańskie.Wyjątkiem są tylko pewne projekty osadnicze przedstawione niezależnie od siebie przez kilku Polaków. Pierwszy z nich, Jan Czyński (ur. w Warszawie 20 1 1801 r., zm. w Londynie 31 I 1867 r.), przejęty socjalizmem utopij­nym Fouriera przedstawił projekt założenia w Algerii gmin wspólnoty socjalistycznej, tzw. falansterów.

INFORMACJE PODAWANE PRZEZ ŻAGIELLA

Niekiedy Żagiell daje odległości w kilometrach, ale w takim przypadku wybitnie je skraca, być może aby usprawiedliwić zdarzającą się tylko w bajkach szybkość poruszania się wyprawy. Tak na przykład odległość od Jeziora Wiktorii do jeziora Kioga (które nazywa Kodzia), podaje na 22 km, gdy w rzeczywistości wynosi ona ponad 100 km, od Jeziora Wiktorii do Gondokoro 125 km, pod­czas gdy w rzeczywistości wynosi ona ponad 500 km i to zawsze tylko w linii prostej. Na łodziach ofia­rowanych przez Mtessę wyprawa miała popłynąć po Nilu bez przeszkód od Jeziora Wiktorii aż do Gondokoro. po­mimo istnienia na drodze wodospadów Ripona i Owena, których Żagiell nie zauważył i pomimo tego, że od Dafli (obecnie Dufile) aż do Gondokoro rzeka jest nieżeglowna.