WKŁAD POLAKÓW DO POZNANIA AFRYKI

Jak wynika z powyższego krótkiego przeglądu wkład Polaków do poznania Afryki, jakkolwiek ze względów językowych mało światu znany, jest poważny. Dla tego celu nie wahali się narażać na niebezpieczeństwa, trudy, choroby, płacąc w niektórych wypadkach za jego realiza­cję najwyższą cenę — cenę życia. Wśród rozrzuconych licznie po kontynencie grobów badaczy są i groby polskie (Tomczeka, braci Stebleckich). Podróże i badania polskie w tej części świata mają też odległą, sięgającą XVI w. tradycję. Jednocześnie godny podziwu jest ich zasięg, obejmujący niemal cały kontynent. Trudno znaleźć jaki­kolwiek region Afryki, którego nie przemierzyłaby stopa podróżnika i uczonego polskiego.

JEDYNY OPUBLIKOWANY PLON PISARSKI WYPRAWY

Z powodu nawrotu choroby, w 1893 r. podróżnik wrócił już na stałe do Europy. Bracia Stebleccy zaś zmarli obaj na febrę wkrótce po tym w 1896 r. w Blantyre. Przywiezionę przez Pisulińskiego notatki przyrodnicze i etnogra­ficzne zaginęły w czasie pierwszej wojny światowej. Opublikowana w 1927 r. we Lwowie i Warszawie nie­wielka książeczka dla młodzieży Szlakiem słonia afrykań­skiego oraz cykl artykułów wspomnieniowych w „Łowcu Polskim”  stanowią jedyny opublikowany plon pisarski tej wyprawy. W rękopisie, którego los jest nieznany, zostawił nadto pracę pt. Druga wyprawa nad górną Szirę.  W czasie około dziesięcioletniego pobytu Pisulińskiego w Afryce, a w wypadku Stebleckich trzynastoletniego, podróżnicy polscy poznali dobrze tereny dzisiejszych re­publik Malawi i Zambii, a także Mozambiku (w tym ostatnim okręgi Sofala, Manica i Zambśzia). Mieli też na pewno nieraz okazję iść dosłownie tropami Livingstone’a, którego przykład natchnął ich do podjęcia tej podróży.

CENA ZA ZREALIZOWANIE PRAGNIEŃ

Jednakże cena, jaką zapłacił Conrad za zrealizowanie tych pragnień była wysoka. Zabójczy dla Europejczyka klimat Konga zrujnował mu zdrowie do tego stopnia, że niedługo potem, w 1894 r., Conrad zmuszony był opuścić służbę na morzu na zawsze. W konsekwencji świat stracił doskonałego żeglarza, zyskał natomiast pisarza. Tak więc pod każdym względem podróż Conrada do Konga była ważna i pamiętna.Tą. samą trasą w górę Konga płynął w następnym roku w czasie swych wypraw do Afryki Równikowej drugi Polak w służbie obcej, znakomity agronom, botanik i po­dróżnik, późniejszy profesor w Państwowym Instytucie Nauk. Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach, Jan Dybow­ski (1855—18 XII 1928). Położył on duże zasługi w za­gospodarowaniu pustynnych obszarów Sahary, gdzie propagował budowę studni artezyjskich, zakładanie sztucz­nych oaz i w ogóle prowadzenie na szeroką skalę prac nawadniających.

WKŁAD DO WIEDZY GEOGRAFICZNEJ

Drugim konkretnym wkładem Conrada do wiedzy geograficznej, który wykracza poza granice literatury pięknej, jest jego dziennik, prowadzony w czasie podróży po Kongu (The Congo Diary). Został on opublikowany w wy­mienionym wyżej zbiorze ostatnich szkiców). Znaczenie jego jest tym większe, że Conrad nie prowadził poza tym w ogóle w życiu dziennika i że jest to jedyny przykład tego rodzaju jego twórczości.Dziennik ten, datowany w 1890 r., pisany jest ołów­kiem w dwóch notesach, przy czym charakterystyczne są  inicjały, które Conrad umieścił na początku dziennika,tj. „J. C. K.”. Ostatnią literą pisarz akcentował w tym czasie swoje polskie nazwisko. Pierwszy notes obejmuje 32 zapisane strony, drugi 79, uzupełnia je kilka szkico­wych map.

MAURYCY MANN W EGIPCIE

Z innych podróżników polskich po Egipcie drugiej po­łowy XIX w. warto wspomnieć, że  Maurycy Mann, autor dwutomowej Podróży na Wschód, na przełomie 1852 i 1853 r. podróżował w górę Nilu i dotarł do drugiej katarakty, a więc do granicy Sudanu.Tym samym szlakiem podróżował w 1861 r. wspomnia­ny przez Żagiella Michał Tyszkiewicz (1828—97), archeo- log-amator i zamiłowany kolekcjoner. W czasie tych podróży Tyszkiewicz przeprowadzał w kilku miejscach uwieńczone powodzeniem poszukiwania archeologiczne. Plony tych poszukiwań zasiliły jego zbiory archeologiczne, które musiały być znaczne, skoro W. Froehner poświęcił im specjalne studium pt. La collection Tyszkiewicz. Choix de monuments antiąues avec texte explicatif, wydane w Paryżu i Monachium w latach 1892 i 1897. Zawierało ono 46 stron tekstu oraz 48 tablic na kartonie.

WOJSKOWI W GRUPIE

Z tej grupy Aleksander Florian Józef Walewski (4 V 1810—27 X 1868), naturalny syn Napoleona, po upadku powstania listopadowego wyjechał z Polski, wstą­pił do francuskiej służby dyplomatycznej i w tym charak­terze bawił w latach trzydziestych w Egipcie. Podróżował też po Algerii. Zostawił niewielką broszurę pt. Un mot sur la ąuestion d’Afrique, wydaną w Paryżu w 1837 r.Ostatnim wreszcie wojskowym z tej grupy, który za­znaczył w pewnym stopniu swoją działalność na polu naukowym, był pułkownik August Szulc (Jussuf-Aga; 1798 — ok. 1860), długoletni szef służby inżynieryjnej armii egipskiej. Na polecenie wicekróla Egiptu spędził kilka miesięcy na poszukiwaniach geologicznych w Liba­nie, głównie pokładów węgla, po czym wrócił do Egiptu przywożąc zebrane przez siebie próbki. Za te prace został przez władze egipskie nagrodzony orderem.

RELACJA HENRYKA DEMBIŃSKIEGO

W rękopisie również pozostała Relacja z podróży mojej do Egiptu generała Henryka Dembińskiego (16 I 1791— —13 VI 1864), który w latach 1833—34 bawił w Egipcie współpracując w organizacji armii wicekróla Muhammada Alego. Treścią tej relacji są jednak głównie sprawy woj­skowe. W druku wypowiadał się również w niewielkiej pracy na temat Algerii (Reponse … a Varticle de M. Pages de VAriege sur l’occupation d’Alger, wydanej w Paryżu w latach trzydziestych XIX w.). Z działalności pozawoj- skowej Dembińskiego można odnotować, że przyczynił się wydatnie do wystawienia w Kairze pomnika Sułkowskie­go, że przywiózł do kraju pewną liczbę okazów etnogra­ficznych z Etiopii, Egiptu i Syrii, które ofiarował muzeum w Puławach, wreszcie że zostawił w rękopisie projekt przeprowadzenia kanału wodnego od Eufratu do Morza Śródziemnego.

BYLI UCZESTNICY POWSTANIA LISTOPADOWEGO

Następujących jednak podróżników, legitymujących się pewnym dorobkiem naukowym lub literackim, nie można w tym miejscu pominąć. Niektórzy z nich zresztą zasłu­gują na to, aby ich zaliczyć nawet do podróżników wybit­nych, jakkolwiek popularnością swoją nie dorównali podróżnikom wymienionym w pierwszej części rozdziału. Chronologicznie wypada zacząć od byłych uczestni­ków powstania listopadowego, z których znaczna liczba znalazła się już w latach trzydziestych w Egipcie i Algerii. Większego dorobku naukowego jednak podróżnicy ci nie zostawili. Pozostawione publikacje mają głównie cha­rakter pamiętników wojskowych rzuconych na tło afry­kańskie.Wyjątkiem są tylko pewne projekty osadnicze przedstawione niezależnie od siebie przez kilku Polaków. Pierwszy z nich, Jan Czyński (ur. w Warszawie 20 1 1801 r., zm. w Londynie 31 I 1867 r.), przejęty socjalizmem utopij­nym Fouriera przedstawił projekt założenia w Algerii gmin wspólnoty socjalistycznej, tzw. falansterów.

INFORMACJE PODAWANE PRZEZ ŻAGIELLA

Niekiedy Żagiell daje odległości w kilometrach, ale w takim przypadku wybitnie je skraca, być może aby usprawiedliwić zdarzającą się tylko w bajkach szybkość poruszania się wyprawy. Tak na przykład odległość od Jeziora Wiktorii do jeziora Kioga (które nazywa Kodzia), podaje na 22 km, gdy w rzeczywistości wynosi ona ponad 100 km, od Jeziora Wiktorii do Gondokoro 125 km, pod­czas gdy w rzeczywistości wynosi ona ponad 500 km i to zawsze tylko w linii prostej. Na łodziach ofia­rowanych przez Mtessę wyprawa miała popłynąć po Nilu bez przeszkód od Jeziora Wiktorii aż do Gondokoro. po­mimo istnienia na drodze wodospadów Ripona i Owena, których Żagiell nie zauważył i pomimo tego, że od Dafli (obecnie Dufile) aż do Gondokoro rzeka jest nieżeglowna.